niedziela, 25 maja 2014

Ciche łzy...

Uffff.... Kończy się ciężki weekend...
Pierwsza Komunia Szogunka za nami. To były trzy długie dni, ale o tym później, nie dziś...

Dziś mam ochotę wylać z siebie wszystkie emocje.
Całą gonitwę myśli, która od kilku godzin wiruje w mojej głowie...

Musiałam dać sobie czas, musiałam dać upust swoim emocjom, zrelaksować się i pobyć gdzieś w zacisznym miejscu. Rower wydawał mi się dobrym rozwiązaniem... Słuchawki w uszach wypuszczały z siebie pozytywne dźwięki - to było dobre na początku, kiedy jeszcze z entuzjazmem wsiadłam na swój pocisk.
Każdy przejechany kilometr powodował rozluźnienie, ale raczej to fizyczne... choć może i psychiczne... sama nie wiem...
I kiedy właśnie zaczął schodzić ze mnie stres... Łzy zaczęły spływać po policzkach.
Nie! One lały się strumieniami, a w piersi brakowało powietrza...
Gnałam tak przed siebie leśnymi ścieżkami, bo to nie był spokojny "rowerowy spacerek" to była nieudolna ucieczka przed życiem...
Tylko, że niestety nikt z nas uciec przed nim nie może...

Nie mam już sił być ciągle silna...
Chcę poczuć się przez chwilę jak mała dziewczynka, która potrzebuje wsparcia, przytulenia i poczucia bezpieczeństwa...
Świadomości, że może na kogoś liczyć. Nie tak jak ostatnio bywa to w moim życiu tylko bezwarunkowo, szczerze i bez zbędnych słów...
Nie mam już sił na ciągłą walkę, na bycie ponad, na rozumienie i stawianie się w pozycji innych...
Mam dość!

Wiem... nikt nie mówił, że będzie łatwo i wcale na to nie liczyłam, ale jestem już zmęczona...
Już nie chcę! Chciałabym, żeby ten spokój, który czuję czasami, zagościł u mnie na stałe...
20,5 kilometra, ciche łzy i smutne oczy... tyle zostało z mojej przejażdżki...


niedziela, 9 lutego 2014

Szpital x 3

Się mi młodzież poskładała w ciągu tygodnia...
Na koniec dołączyłam ja...
Najpierw - 28 stycznia - wylądowałam z Młodym na pogotowiu :/
Obudził się w poniedziałek z niewielką wysypką, nic poza tym mu nie było, wyglądało na jakieś uczulenie, więc dała claritine i poszedł do szkoły, popołudniu nic nie miał - zero, więc uznałam, że jest ok.
We wtorek rano znów się obudził z wysypką - no to podejrzenie padło na łóżko...
Wywaliłam wszystko do prania, odkurzyłam wyrko, po szkole znów spokój - niczego nie było.
Młodzi zostali u dziadków, bo ja leciałam na zebranie do szkoły i kiedy po nich wróciłam jakoś po 18 stej Mały był cały w rozlanych, czerwonych plamach.
Trzeba było działać, zostawiłam Dulę z Dziadkami, a z Szogunem poleciałam na pogotowie.
W pierwszej chwili chcieli nas zamknąć w izolatce, ale lekarz rzucił na to okiem i stwierdził, ze to alergiczne i mamy poczekać w poczekalni normalnie.
Było sporo dzieci, ale przyjęli nas dość szybko.
Mały w poniedziałek skończył 10 dniową terapię antybiotykową na paciorkowca i padło podejrzenie na lek, to jakaś ponoć reakcja alergiczna, dostał leki przeciwhistaminowe i wyciszające żeby nie drapał tej wysypki i tyle.



Po lekach wszystko ustało i póki co się nie powtórzyło, zobaczymy co będzie dalej, bo antybiotykoterapia musi być powtórzona jeszcze 2 razy...

Dokładnie tydzień później poległa Dulka... Przyszła do mnie w nocy z poniedziałku na wtorek (3/4.02.) i zaczęła narzekać na uszko... W dzień bolały już obydwa. Musiałam pozałatwiać kilka spraw służbowych, więc Mała pojechała do Babci, niestety popołudniu znów wylądowałyśmy na pogotowiu - obustronne zapalenia uszu :( antybiotyk i siedzenie w domu...
Udało się szybko zadziałać, więc szybko puściło, ale niestety półkolonia przepadał, nie mogła chodzić, więc tylko Mały skorzystał.

Dziś ja wylądowałam na pogotowiu...
Już od środy mnie coś rozkładało, katar, jakieś takie ogólnie kiepskie samopoczucie.
Pół nocy nie mogłam spać, smarkałam już krwią, a rano wiedziałam, ze samo nie minie.
Podjechałam na izbę przyjęć i też skończyłam z antybiotykiem - zapalenie zatok :/
Głowa mi pękała, bolało pół szczęki, nie mogłam gryźć, oddychać przez nos :(

Coś nas ostatnio mocno rozkłada....


niedziela, 26 stycznia 2014

Moja Tancereczka :)

Najpierw była pełna zapału!
Potem coś jej nie pasowało, wykręcała się od zajęć...
Zastanawiała się czy chce chodzić cy jednak nie, ale taniec wygrał !
No i mamy za sobą pierwszy pokaz, dyplom i dumę !
Moja Tancereczka :)






środa, 1 stycznia 2014

Zlecenie dla Zębuszki ;)

No cóż...
Latał, latał, wisiał na ostatniej "nitce" i się Dulci zachciało fikołków...
Zaplątała się Bida w koc i wybiła sobie zębola :D




wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy Rok...

No to co...
Wchodzimy w Nowy Rok...
Ciekawe jaki będzie...
Sylwester - dzień jak każdy, ale jednak jakoś od kilku lat nie przepadam z tym właśnie dniem...
Owszem ostatnie 3 "Sylwestry" były urocze :), ale ten dziś zapowiadał się kiepsko - jak każdy z datą 31...
Zapowiadał, ale chyba jednak będzie pozytywny... Może odczaruje ten cholerny dzień...
Życzę wszystkim wszystkiego co najlepsze!
Niech Wasze marzenia się spełniają, ale nie same - musicie chwycić je w swoje ręce i powalczyć!
Samo nic się nie wydarzy!
Ja będę walczyła tak jak robię to całe życie!
Tak jak zapisałam to na swoim ciele...


wtorek, 24 grudnia 2013

Świątecznie

To były bardzo spokojne i klimatyczne Święta...
Nie powiem, bałam się ich... ale świadomie chciałam spędzić je tylko z Dziećmi u siebie w domu...
Musiałam się chyba oswoić z sytuacją...
I chyba udało się lepiej niż się tego spodziewałam, było ciepło z uśmiechem i kolędą w tle...

Jedzenia narobiłam tyle, że nie mam pojęcia kto to wszystko zje...
Zwłaszcza, że jutro Dzieciaki jadą już do R.

Maluchy pięknie pomagały nakrywać do stołu.
Ubrały się tak elegancko, że aż miło było na nich patrzeć...
Młody sam wskoczył w muchę i marynarkę, bo to że Młoda wbije się w balową suknię to raczej było do przewidzenia ;)
Szybkie życzenia z opłatkiem, bez spinania się i poważnych min...
Pyszna kolacja, potem sprzątanie ze stołu i wreszcie PREZENTY, które Św. Mikołaj zostawił w nocy pod choinką... ;)

Po rozpakowaniu paczek, zabraliśmy upominki dla Dziadków i pojechaliśmy na kawę.
Hmmm... o dziwo tam też znalazło się kilka prezentów dla nas ;)

Tylko Mały coś narzekał na ból głowy i ogólnie jakiś ścięty się zrobił wieczorem... Leżał na dywanie z wypiekami, więc zapakowaliśmy się do auta i wróciliśmy do domu...

Lubię te nastrojowe światełka, blask świec, zapach pomarańczy i cynamonu...

Wesołych Świąt...












wtorek, 26 listopada 2013

Dla odmiany... Robimy prezenciki ;)

To nie był miły poranek...
Dziś znów przyplątał się do mnie ten cholerny sen...
Nienawidzę go, jest tak realny, że za każdym razem w panice sprawdzam stan mojego uzębienia zaraz po przebudzeniu...
A to przebudzenie wcale nie jest takie łatwe...
Dziś był bardzo makabryczny... nie mogłam jeść, mówić... koszmar...
Nic no... nie nastawiam się, choć wiem, że ten sen to taka zapowiedź... jak dzwonek do drzwi zapowiadający gościa...

Dzień też nie należał do najciekawszych... papiery, faktury, cyferki, bleeeee!
Do tego pranie, zmywanie, dzień jak co dzień :)
I dopiero popołudnie nabrało kolorów... :)
Nie tylko w przenośni... :P

Dziś dla odmiany zaczęliśmy robić prezenciki pod choinkę, w końcu św. Mikołaj ma sporo pracy i czasem trzeba mu pomóc... Bo przecież Dziadkowie, Ciocie, Wujkowie, Kuzynostwo... no i Tata rzecz jasna też chcieliby otrzymać prezent...


Śmiechu było co niemiara... :)




...i skupienie na pracy...






a tu efekt końcowy - Młodego...



i Młodej...



głupawka... ;)

Dla odmiany... Robimy prezenciki ;)

a na koniec usłyszałam....
"Mama kup sobie aparat nauszny"

;)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Spokój...

Zapanował jakiś dziwny spokój...
Nie, jeszcze nie taki jaki panować powinien, ale związany z tą najważniejszą częścią życia... z dziećmi...

Chyba uświadomiłam sobie ostatnio dość dosadnie - choć przecież to takie oczywiste - że to my tworzymy wspomnienia naszych dzieci... Chyba nie trzeba mówić nic więcej...

Dajmy im wspomnienia takie, jakie sami chcielibyśmy mieć... a może nawet mamy... nawet w trudnych dla nas chwilach, one przecież mogą uczyć się rodzinnego ciepła, uśmiechu, wsparcia, pomocy, miłości... 
Nie zawsze w życiu układa nam się tak jakbyśmy tego chcieli... Ba! Chyba nigdy tak do końca - właśnie tak jakbyśmy chcieli, ale czy to daje nam prawo do niszczenia ich wizji świata, ich wspomnień...?
Przecież sama też mogę uczyć ich tego co w życiu najważniejsze, bycia dobrym, mądrym, odpowiedzialnym i wrażliwym człowiekiem... 
Wydawałoby się, że to przestarzałe cechy w dzisiejszym, pędzącym świecie, ale chyba wszyscy gdzieś w sercu cicho liczymy na to, że w życiu właśnie takich ludzi będziemy spotykali na swojej drodze...

Ja na to liczę... nadal... mimo wszystko... 
Może nie jest łatwo być takim kimś, może nie dziś, w tym chorym, trudnym świecie...
A może właśnie dziś... Może właśnie mało takich ludzi...

Odnalazłam w sobie chyba jakiś spokój...
Niech to będzie spokój dla nich...
Bo reagują na niego w cudny sposób...


piątek, 22 listopada 2013

Mała próbka malarstwa :)

Szyłyśmy i szyłyśmy i szyłyśmy... :)
Ozdób robi się coraz więcej :)
Niunia chciała pomalować choć jedną figurkę z masy solnej... tylko jedną, żeby Nikosiowi nie było przykro... Zabrałyśmy się więc do pracy :)







W weekend malujemy ! Będzie się działo ! :)


czwartek, 21 listopada 2013

Domowo, chorobowo....

Odwiozłyśmy dziś z Małą Młodego do szkoły, wróciłyśmy do domku i zapakowałyśmy się z powrotem pod kołdrę...
Nockę miałam średnią, więc kiedy Dulka odpłynęła w bajki ja odpłynęłam z Morfeuszem...
Jakoś po 10 ruszyłyśmy tyłeczki z łóżka i zabrałyśmy się za szycie :)
Mamy już 2 gwiazdeczki, 3 serduszka, 2 kółeczka z guziczkami i laseczkę cukrową :)
Do Świąt się wyrobimy :)

Potem przygotowałyśmy zupę pomidorową na obiad i jadłyśmy ją oglądając "Porodówkę" :)
Malutka jak zawsze wypytywała o to jak to było jak byłam w ciąży i jak ją rodziłam i czy bolało i czy chciałabym jeszcze mieć dzieciątko i jakie? 
Bo ona to chciałaby dziewczynkę, bo z chłopcem to nie będzie miała się jak bawić, bo Niko będzie się z nim bawił...
Rozkoszna jest :)

Potem odebrałyśmy Małego ze szkoły i zaczęło się odrabianie lekcji... Mały miał do napisania pracę o bitwie pod Grunwaldem, Niunia nadrabiała zaległe lekcje. Ja w tym czasie smażyłam naleśniki na kolację :) No i było obżarstwo... naleśniki z serkiem waniliowym, naleśniki z cukrem, naleśniki z powidłami, naleśniki z czekoladą... Mniam !!

Wieczorem była Zezia i Giler...
Dobranoc...

Ps. poniżej samodzielne dzieło Niuńki :)



Bezsenność w ...

Im bardziej chcę spać tym bardziej nie mogę...
Chyba zbyt wyciągającą książkę chwyciłam do ręki...
Nie! Inaczej, zbyt pasującą do moich rozterek...
Popołudniu zasypiałam na siedząco, a teraz rzucam się w łóżku...
Ech...

środa, 20 listopada 2013

Z życia wzięte ;)

Kolejna anegdotka

E: może tego whiskacza obalimy?
ja: dawaj, lód masz, colę masz, jedziemy!
E: ale ja nie mogę - wiesz, że mam uczulenie na mieszanie
ja: to powinnaś spuchnięta całe życie chodzić...
E: no jak? przecież ja tylko piwo piję
ja: ale ja nie o takim mieszaniu mówię...

:P

ja: nie żal dziecku
po jakiemu to było?
E: po elficku

:P

E: ja uważam, że we mnie jest dużo za co można mnie kochać

yyyyyyyyyyyyyyyyyy.... ;)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Świątecznych ozdób cz. 2 i chora Dulka :(

Coś mi Niunia wczoraj nad ranem zaczęła kaszleć, tak brzydko, oskrzelowo :(
Niby nic nie bolało, temperaturki nie było, więc alarmu nie wszczynałam.
Zjedliśmy śniadanko... Jakie...? No oczywiście, ze jajecznica !! Cóż innego można jeść w niedzielny poranek ;)
Potem opatuleni ciepło pojechaliśmy do kościoła i tam się zaczęło, Mała stała jakaś taka przygaszona i kiedy ją zawołałam powiedziała, ze nie może mówić, bo ją boli.
Biegiem pojechaliśmy do domu, na nowo wskoczyliśmy w piżamki i opatuleni kołdrą urządziliśmy sobie turniej gry - Super Farmer. Działo się :)
Kiedy kolejny raz kolejny wilk czy też inny lis rozprawił się z farmą poszczególnych uczestników gry zgodnie stwierdzili oni, że czas to olać :)
No tak.. tylko co dalej z tym pięknym, mroźnym dnie..?

HA! Ciąg dalszy masowej produkcji ozdób świątecznych :)
Tym razem padło na masę solną...
W ruch poszły foremki do pierników i nasze zdolne, sprawne rączki :)








Potem było 2 x 1 czyli suszenie ozdób połączone z grzaniem chatki... ;)
Oj chyba czas odpalić piec... Wieczorem czuć już chłodek...

No i niestety Niunia padła w łóżku z 38,8 i jeszcze gorszym kaszlem... Zasnęła w 3 minuty...
Nici ze szkoły, pechowy listopad jak co roku daje o sobie znać...

Rano musiałam dać Małą do Babci, bo sama miałam kilka spotkań służbowych, na szczęście po nocy było tylko 37 stopni.
Umówiłam wizytę u lekarza i niestety moje obawy się potwierdziły - zapalenie oskrzeli, antybiotyk i laba w domu...


Ciężki wieczór...

To był ciężki wieczór...
Dopiero skończyłam swoje zadanie domowe...
Nie mam już siły pisać o dzisiejszym dniu...
Muszę zamknąć oczy choć na chwilę...
Jutro napiszę więcej...
Ból i żal rozrywa mi serce... muszę się wyciszyć...
Dobranoc...

niedziela, 17 listopada 2013

Zaczynamy pracować nad świątecznymi ozdobami :)

To był miły dzień...
Jeden z tych, które lubię...
Choć mały incydent troszkę mnie zasmucił to jednak pomijając to mogę go pożegnać z uśmiechem, a incydentem nie zawracać sobie głowy...
Kiedy zostaliśmy już sami w spokoju mogłam napić się kawy i popatrzeć jak Dziabągi bawią się w dziwną - znana tylko sobie zabawę :)
Potem zaczęłyśmy z Dulką przeglądać internet w poszukiwaniu pomysłów na ozdoby choinkowe, tak, tak razem, we dwie... każda na swoim kompie :)
Kiedy wpadły nam do głowy pewne pomysły, Mała przygotowywała produkty, a ja zabrałam się za obiad.
Dziś była prawdziwa uczta!
Polędwiczki w sosie własnym z pieczarkami w śmietanie, do tego młodzież dostała ziemniaczki i buraczki, a ja sałatkę z gorgonzolą i sosem musztardowo - miodowym... własnej produkcji wszystko :)
Dzizas nażarłam się jak bąk ;) Szogun nawet te pieczary wpierdzielał :)

Dobra to tyle jeśli chodzi o żarcie ;) czas na te ozdoby świąteczne!
Dziś było skromnie bo mało materiałów mieliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć!
W ruch poszedł kolorowy papier, klej, nożyczki i tym samym powstało 12m kółeczkowego łańcucha na choinkę :D








Potem musieliśmy wyskoczyć do sklepu, bo zabrakło żarcia dla kłeta i przyprawy do grzańca, więc cóż zrobić trza jechać ;) aaa jeszcze wata do wypychania kolejnych ozdób świątecznych!
No i tam to się dopiero zaczęło świrowanie :P
Była jazda koszykiem z obciążeniem... w postaci Szoguna!
Był balet... Młodej stojącej na koszyku!
Taniec w parach... mama + Niunia + koszyk!
Strzelanie z karabinu do celu - to akurat było testowanie zabawki promowanej w sklepie ;)
Bieg z przeszkodami między regałami...
Gonitwa za uciekającym Szogunem + kapturowanie :)
Wreszcie teatr 2 aktorów ;)
Słowem - działo się!

Nic to, że ludzie zerkali na nas podejrzanie... My mieliśmy świetną zabawę zakończoną lodami i oglądaniem zwierzaków w zoologicznym :)






Wieczorem były łakocie, gry i film...
Bidule padły godzinkę temu :)
Lubię takie dni...